Przystań Wspomnień Absolwentów
W związku ze zbliżającym się Jubileuszem 80-lecia naszego Liceum, prezentujemy ciąg dalszy wspomnień z czasów szkolnych, nadesłanych przez dawnych uczniów „Stalmacha”, za które dziękujemy!
Jednocześnie serdecznie zapraszamy na uroczystość, która odbędzie się 17 października 2025 roku o godz. 11:00 w sali Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wiśle. W programie m.in. scenki oparte na wspomnieniach absolwentów oraz utwory muzyczne w wykonaniu uczniów i absolwentów.
Od godz. 13:00-17:00 będzie możliwość zwiedzania budynku szkoły, a o 17:00 zapraszamy ponownie do sali Miejskiej Biblioteki Publicznej na panel wspomnień absolwentów.
Elżbieta Legierska
Matura 1989
Gdy byłam w klasie 1c, zimą powiedziano nam: "Jutro musicie wszyscy być w szkole ze względu na ważny sprawdzian”. Rano, wspólnie z koleżanką z Koniakowa, jechałyśmy autobusem o 6:10, gdyż był to jedyny kurs, aby być na 8:00 w szkole. Każdego dnia byłyśmy po 7:00 w budynku, jako pierwsze po panach woźnych. Tego dnia rano, w śnieżny, zimowy dzień poszłyśmy na planowany autobus, ale oprócz śnieżycy i zawieruchy, śladu czterokołowych samochodów, w tym autobusów, nie było. Ludzie, zmarznięci po dwóch godzinach czekania, wracali do domów. Koniaków, jak zwykle odcięty od świata, tylko odważni kierowcy, wtedy PKS-u, dojeżdżali w ten dzień do Istebnej-Beskidu, reszta tylko do Kubalonki. Co tu robić? My, zmarznięte na kość, jako jedyne ciągle czekałyśmy na przystanku, że może coś w końcu pojedzie i nas zabierze, co graniczyło z cudem. Dorośli ludzie dawno poszli do domów, tylko my dwie licealistki czekałyśmy na niemożliwe, bo przecież: „Musimy w szkole być”! Nagle usłyszałyśmy, że coś jedzie. Wybiegłyśmy na środek drogi, zastawiałyśmy na ślepo, a tu jedzie traktor z zaczepionym wózkiem z metalowych prętów, na przewóz świń… Kierowca traktora z wrażenia się zatrzymał i zapytał, czy aby na pewno chcemy podwózki. Z naszej strony nie było chwili zastanowienia, wskoczyłyśmy do wózka, złapałyśmy się za pręty i pojechałyśmy, by dotrzeć na autobus. Jaka była nasza radość, gdy po dojechaniu do Istebnej-Beskidu zobaczyłyśmy autobus, gotowy do odjazdu. Nie miałyśmy nawet czasu krzyknąć i podziękować traktorzyście za uratowanie nam życia:) Dalsza jazda była równie emocjonująca, z uwagi na zjazdy autobusu w ciągłych poślizgach. Wpadłyśmy na lekcję pracy techniki, po godzinie 9:00, z poczuciem zdobycia Korony Himalajów! Byłyśmy dumne z siebie i z ogromnymi emocjami dzieliłyśmy się z profesorem i koleżankami przeżytymi chwilami, co spotkało się ze śmiechem i wesołymi komentarzami pod naszym adresem. Z pewnością kierowało nami nasze góralskie przekonanie, że jak „mus, to mus":)
Galeria